Antoni Grzebisz, członek zarządu OZPBC w Lesznie i reprezentant plantatorów w Radzie Nadzorczej Pfeifer&Langen Polska

Zielony ład jest pomysłem polityków, który będzie realizowany przez obywateli UE. Konsekwencje realizacji tych celów będą ponosić rolnicy – mniej środków plonotwórczych musi przełożyć się na spadek wolumenu  produkcji, a to będzie oznaczało wzrost kosztów jednostkowych produkcji. Nowa polityka rolna będzie ważną częścią tzw. neutralności klimatycznej związanej z emisją CO2

Certyfikaty CO2 podnoszą nam ceny środków do produkcji. W tym roku nawozy są tego wymownym przykładem i to na pewno nie będzie koniec. Wzrost cen energii przekłada się przecież na ogólny wzrost cen. A zatem z jednej strony mamy zwiększone koszty produkcji, a z drugiej powstaje pytanie, czy konsumenci będą chcieli płacić wyższe ceny za żywność z uwagi na wprowadzane w UE mechanizmy? Bylibyśmy przesadnymi optymistami, gdybyśmy uznali, że tak.

Przedstawiany jako szlachetne i szczytne cele Zielony Ład w gruncie rzeczy będzie oznaczał wyprowadzanie produkcji rolniczej z Unii Europejski na obszar różnych części świata. U nas bardzo rygorystycznie będą podnoszone różne normy, a jednocześnie Unia otwiera się na import produktów rolnych, gdzie takich norm nie ma. Rolnicy europejscy a w szczególności polscy nie są w stanie wytrzymać tak nierównych warunków konkurencji. Jestem rolnikiem z Wielkopolski, która ma duży potencjał i udział w produkcji towarowej. Tym bardziej Zielony Ład odbieramy jako zagrożenie – zaostrzamy normy dla swoich, a otwieramy się na cały świat. Państwa, które mają na klimat największy wpływ – Chiny, USA – w ogóle takich zielonych strategii nie wprowadzają i nie podejmują zobowiązań emisyjnych,

Mówi się, że rolnictwo dostarcza złej jakości żywności, dlatego trzeba zmniejszyć zużycie środków ochrony roślin i nawozów. Akurat w Polsce zużycie substancji czynnych w przeliczeniu na hektar wynosi 2,5 kg, jest niższe niż średnia unijna (3,4 kg/ha), a jeszcze niższe niż w krajach wysokorozwiniętych. Jednocześnie nakazuje się to zużycie w państwach członkowskich ograniczać proporcjonalnie. Jest to wysoce niesprawiedliwe i znów stawia polskich rolników w trudniejszej sytuacji  wobec konkurencji. Pomija się też  fakt, że na polu i w budynkach inwentarskich produkuje się płody rolne, a ich przetwarzanie i zasadniczy wpływ na jakość odbywa się w przemyśle spożywczym. Po wejściu do UE wiele norm w przetwórstwie nie obojętnych dla jakości żywności poluzowano! A teraz w zielonym ładzie dokręca się śrubę rolnikom! Uważam, że powinno się postawić na normalne rolnictwo, które jest przyjazne środowisku – bez tej „ekologicznej ortodoksji”, tak aby zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe swojego państwa.Takie  gospodarstwa posiadamy i chcemy je rozwijać!

W obecnej chwili produkcja ekologiczna w Polsce nie ma wielkiego wolumenu – to jest ok 2% obszaru upraw. Są państwa, które rzeczywiście rozwijają  ten system (np. Austria – 25% powierzchni), ale to są przeważnie użytki zielone. Nasi południowi sąsiedzi – Czechy mają 15% upraw ekologicznych, ale jednocześnie wiemy, że są oni znaczącymi importerami żywności, między innymi z Polski. Ponadto ile konsumenci wydali na ekożywność w 2020? W Polsce było to 8 euro/mieszkańca, a na przykład w Danii 340 euro/mieszkańca. Ani jedna, ani druga kwota nie jest imponująca.

Myślę, że Zielony Ład to będzie kolejny element pogłębiającego się kryzysu w rolnictwie. Założenie, że jest skierowany na mniejsze gospodarstwa, aby mogły wdrażać tę bardziej pracocchłonną produkcję jest spóźnione o 20 lat. Na polskiej wsi nie ma już ukrytego bezrobocia w gospodarstwach rolnych. Wręcz odwrotnie – jest deficyt rąk do pracy. Wprowadzanie więc na siłę technologii wymagającej zwiększenia liczby pracowników nie jest realne na taką skalę. Uważam, że w konsekwencji nastąpi przyspieszone odchodzenie rolników właśnie z tych mniejszych gospodarstw. Nawet nie odchodzenie, a po prostu ucieczka.

Elementem Zielonego Ładu jest Krajowy Plan Strategiczny. W nim pewne elementy to kontynuacja, ale są też nowe. Mam na myśli  ekoschematy. Praktycznie grozi nam znaczne zmniejszenie dopłat bezpośrednich, jeżeli nie będziemy z nich korzystać.

Projekt Krajowego Planu Strategicznego nie zawiera jeszcze żadnych finansowych wskaźników, żadnych stawek, a zatem poruszamy się w dość mglistej materii. Ale z dużą dozą prawdopodobieństwa wiemy, że na ekoschematy będzie przeznaczone co najmniej 20% koperty finansowej. To jest bardzo dużo. W wielu przypadkach trudno będzie racjonalnie po te środki sięgać. Mamy tu wiele niekonsekwencji, wiele sprzeczności. Zielone ścierniska czy pozostawianie pożytków dla zwierząt przez okres jesienno-zimowy aż do wiosny spowoduje, że wiosną trzeba będzie te pola rekultywować, tak będą zachwaszczone. W zakresie dbałości o wodę niektóre ekoschematy działają kompletnie na przekór temu, aby tę wodę w glebie utrzymać czy ochronić do czasu zasiewów i później. W odniesieniu do mniejszych gospodarstw obniża się poziom powierzchni, tzw. warunkowosci, z 15 na 10 ha. To przecież nie są duże gospodarstwa, a schodzi się niżej z tym poziomem do zwiększonych  wymagań.

Obawiam się, że gdy rolnicy poznają stawki dopłat i konieczne do spełnienia wymagania, to będą w strasznym szoku. Teraz to są jeszcze ogólniki, więc stopień przejmowania się czy zainteresowania sprawą jest mniejszy, ale można już przyjąć na sto procent, że dopłaty będą mniejsze. To znaczy mogą wydawać się porównywalne, jeśli rolnik skorzysta z kilku ekoschematów, tylko że to nie zrekompensuje kosztów poniesionych potem na doprowadzenie pola do porządku. Najlepszą zaletą tego Zielonego ładu byłoby więc, żeby nie został wdrożony.

308total visits,1visits today

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *